Red
Niegdyś na ziemiach Warmii, mieszkał bogaty dziedzic zwany
Dziedzicem Michalem. Michal miał na własność rozległe pola, łąki i wody.
Posiadał bogate stada krów, owiec i koni, a i drobiu mu nie brakło. Wszystko co
Dziedzic wyhodował trafiało na książęce stoły, a więc zamożny był wielce.
Brakowało mu tylko jednego - szczęścia. Całymi dniami siedział na fotelu i
rachował, pisał, przepisywał, drzemał i czytał księgi rachunkowe. Nie zajmował
się swymi zwierzętami, ani ludźmi, którzy u niego pracowali - tak w ogóle nie
obchodziło go nic poza pieniędzmi.
Pewnego, pochmurnego, deszczowego, zimnego dnia, do jego komnaty wbiegł, jeden
z chłopów, przerywając mu drzemkę.
- Panie! - zawołał w drzwiach - Panie, krowa się ocieliła! - Dziedzic nie
zdołał nic wtrącić - ale ciele jest jakieś dziwne, okropnie brzydkie! Koślawe
nogi wciąż mu się plączą! Łeb ma chudy jak deska, ogon cienki jak patyczek!
- Cisza! Spokój! - krzyknął dziedzic - Skoro jest takie brzydkie to je ubi... -
ale w tej chwili jakaś myśl uderzyła mu do głowy i poszedł je zobaczyć.
Wszedł do obory i ujrzał leżące w sianie, małe cielątko. Mimo, że wszyscy inni
widzieli przed sobą coś najbrzydszego co kiedykolwiek ujrzeli, dziedzic
zobaczył w nim coś niezwykłego. Nakazał szczególnie zaopiekować się cielątkiem,
które nazwał Red od koloru czerwonego mówionego po angielsku. Ponieważ w
dzieciństwie uczył go tego języka pewien wędrowiec, znał go wyśmienicie.
Odkąd Michal ujrzał małą Red, coś zaczęło się w nim zmieniać - nie wiedział co,
bo nigdy tego nie doświadczył, ale to były dobre zmiany. Michal, często
przychodził do Red i sam się nią opiekował. Po pewnym czasie zaczęło go
interesować zdrowie reszty zwierząt. Zaczął pracować przy nich równie ciężko
jak chłopi. Wstawał bardzo wcześnie i z zachwytem oglądał wschody słońca,
których przedtem nie zauważał, potem szedł by wypuścić zwierzęta na łąki,
nasypać ziarna do żłobów, zmienić siano. Jednak dla ludzi nadal był szorstki i
bezwzględny.
Pewnego ranka Michal wstał jak zwykle wcześnie, posilił się kromką chleba z
serem i mlekiem, poczem poszedł do obory. Jednak nigdzie w oborze nie było Red.
Michal szukał wszędzie: na wszystkich swoich pastwiskach, łąkach, polach i
lasach. Zrozpaczony poszedł do wsi i zaczął rozpytywać chłopów. Oni jednak
milczeli jakby byli w zmowie. W końcu młody parobek powiedział że widział jak
ciele szło do chaty pod lasem gdzie mieszka stary Maciej - stajenny Dziedzica.
Michal pobiegł do chaty i rzeczywiście zobaczył tam swoją Red pochyloną nad
leżącym na sienniku starym człowiekiem. Z początku Dziedzic zezłościł się na
Red lecz gdy zobaczył, że człowiek leży nieprzytomny a Red wylizuje jego paskudną
ranę na boku gniew natychmiast przeszedł. Pochylił się nad Maciejem i uważnie
przyjrzał się ranie. Poczym wstał i zaczął przeglądać szafki, w końcu znalazł
to czego szukał, były to bandaże i zioła lecznicze. Starannie opatrzył ranę i
przygotował dla Macieja zioła, by go ocucić. Kiedy Maciej wreszcie oprzytomniał
wielka radość ujęła Michala. Od tego czasu Michal coraz częściej opatrzał i
leczył chłopów. Nastał czas ulewnych deszczy, lało dniami i nocami, a
roślinność stawała się coraz bujniejsza.
Minęły trzy miesiące od opatrzenia Macieja, a i leków zaczęło ubywać. Dziedzic
postanowił sam wybrać się po nie do miasta. Wsiadł do powozu zaprzęgniętego w
cztery czarne konie i pojechał. Konie oraz wóz ślizgały się na rozmokniętej
drodze, jednak nie zwalniały. Brnęły naprzód w nie kończącym się deszczu. Nie
widać było końca drogi, ani ulewy.
Mokre grzywy koni powiewały smagane wiatrem, a po chwili na niebie zakwitło
słońce. Światło wypełniło cały widnokrąg, a Dziedzic już wiedział co się stało
- Nadszedł koniec ulewnych deszczy, tak raptownie jak się pojawił. Nadszedł
czas radości, a Michal radował się szczególnie, jego zmiany były tak wielkie,
iż zyskał wielu przyjaciół. Z małej krówki zrobiła się już dorosła krowa, czas
mknął tak szybko, że Dziedzic nawet tego nie zobaczył. Minęło następne kilka
lat, a Red stała się starą, sędziwą krową, przez ten czas wraz z Dziedzicem
zrobili dużo dobrego. Jednak na każdego przychodzi czas. Kiedy Red umarła1, jej
zwłoki ułożono na wspaniałym łożu, które puszczono z prądem rzeki, a Dziedzic do
końca swego życia o niej nie zapomniał.
Ciało Red płynęło i płynęło, aż stanęło na mieliźnie. Z czasem piasek zakrył
jej "trumnę", a rzeka uschła.
Tak się zdarzyło, że te kości nie dawno wyłoniły się z ziemi i obecnie leżą na
dnie byłego koryta rzeki pół kilometra od mojego domu na Kolonii Pupek.
Ania Schmidt
Zobacz także
- Największy skarb
- Legenda o Łynie i Kirsnie
- Legenda o Łynie
- Legenda o piekarczyku
- Biały chłop
- Baśń o herbie Iławy
- O pięknej i mądrej Wilanie

Dzisiaj: 0
Wczoraj: 0
W sumie: 14
Goście : 8
Użytkownicy : 0
W sumie: 8

